niedziela, 21 września 2008
Uprzejmie informuję...

... że pogłoski o mojej śmierci są mocno przesadzone. Żyję i to dość intensywnie. Nawał pracy i pomysłów, klęska urodzaju rzec by można i jeszcze ta pogoda nie podobna do niczego. W ramach przeciwstawienia się tej złej aurze postanowiłam zacząć coś nowego. Otóż nabyłam drogą kupna dwa opakowania wełny czesankowej i zainspirowana kursem z ostatniej "Weny" wykonałam TO:

Miałam po prostu tylko mały kawałek folii bąbelkowej potrzebnej do filcowania a poza tym stwierdziłam, że może lepiej będzie zacząć od małej formy. I miałam rację. Bo To jest pokrzywione, nierówne, miejscami prześwituje a dół się nie zafilcował i musiałam zszywać. Ale za to mojej komórce juz nigdy nie będzie zimno:

Zanim zaczęłam To musiałam sprawdzić jak to jest z tym filcem i czy aby na pewno się filcuje. Więc To nie jest moim pierwszym dziełem. Pierwsza była kulka i kwiatuszek, zaadaptowane przez Ich Wysokości Koty jako Najlepsza Zabawka na Czwartą Rano:

Z robótek na razie tyle. Robię jeszcze sweter i jestem już w połowie rękawów ale nie umiem się zdyscyplinować do skończenia go. Kupiłam już włoczkę na kolejny ale obiecałam sobie że nie zacznę następnego póki tego nie skończę. Czyli jakoś tak za rok moim tempem.

Dla dekupażujących przygotowuje niespodziankę - mały kursik online. Ale to tak za kilka dni dopiero.  

środa, 20 sierpnia 2008
Sezon śliwkowy uważam za otwarty!

To znaczy tak naprawdę to sezon już w pełni ale u mnie otwiera się dopiero po upieczeniu placka ze śliwkami i polewą. Ciasto jest drożdżowe, śliwki węgierki a polewa ze śmietany i jajek. I tu nie ma mowy o liczeniu kalorii. I zjedzonych kawałków. Czsami placek nawet nie zdąży ostygnąć a już znika. Przepis jest prosty jak drut - czyli robimy ciasto drożdżowe, takie trochę słodkie, po wszystkich ceregielach związanych z wyrastaniem wałkujemy i wykładamy na duuużą blachę, wyciągamy brzegi ciasta do góry. Na to od razu układamy połówki śliwek i wstawiamy do pieca nagrzanego do 160 stopni na 10 - 15 minut. Potem wylewamy polewę zrobioną z dwóch jajek, dużego kubka śmietany, cukru waniliowego i cukru zwykłego - wg uznania - i zapiekamy ok. 15 minut aż się zetnie. Ciasto też nam się wtedy dopiecze. I jak juz mówiłam najlepiej smakuje na ciepło.

Proste i pyszne:)

piątek, 08 sierpnia 2008
Decoupage - part II

Jak już  mowiłam, zacięcie dekupażuję. Dziś na pożarcie dwie rzeczy:

winny zegar - przód:

bok:

i zbliżenie szablonu:

Dla zainteresowanych - szablon z Castoramy:) Ostatnio kupiłam tam 4 fajne szablony - ornamentowe liście, alfabet (yes! yes! yes!), ukwieconą łączkę i właśnie powyższe winogronko. Ceny - około 3 i 6 złotych:)

A drugi na pożarcie idzie kubas:

i druga strona:

Kubek drewniany, toczony. Serwetka z delikatesów pod blokiem. Odrapania ufundowała świeca stołowa:)

Dziś w nocy znow wyjeżdżam, ale tym razem nie zawodowa a urlopowo:). Mamy tydzień wolnego więc postanowiliśmy odwiedzić nasze polskie morze, a konkretnie Świnoujście. Planuję odwyk od netu więc do napisania po powrocie:)

środa, 06 sierpnia 2008
Wreszcie w domu!

Z powodu charakteru mojej pracy czasami muszę wyjeżdżać dość daleko i na dość długo. Tym razem tak się złożyło że nie było mnie w domu prawie trzy tygodnie. Ale za to teraz mam trochę wolnego, tak zwana "jazda" zacznie się prawdopodobnie od września. Więc (nie zaczyna się zdania od "więc"!) próbuję coś tam stworzyć i wykorzystać kłębiące się pomysły. Dzisiaj dekupaże.

Pierwsza idzie szkatułka robiona na zamówienie, już poszła w świat, muszę teraz zrobić drugą, podobną:

Druga to torba zakupowa z Lidla - na lato w maki:)

Lubię dekupaże na tkaninach, mimo że nie jest to zbyt trwały sposób ozdabiania. W przygotowaniu jeszcze kilka prac a w planie kupno normalnego prywatnego aparatu fotograficznego, najlepiej Nikona, bo już mnie ten mój telefoniczny sprzęt doprowadza do pasji.

niedziela, 20 lipca 2008
Podróże małe i duże:)

Byliśmy z TŻ przez dwa dni w Bieszczadach. Trochę biznesowo, trochę prywatnie. Pogoda co prawda nie dopisała, ale postanowiliśmy się tym nie przejmować. Zaliczyliśmy Solinę, Polańczyk, Lesko i Sanok a w Sanoku obowiązkowo skansen. Ponoć największy w Polsce - 38 ha powierzchni, 100 obiektów budownictwa ludowego, zachowane wnętrza chat, cerkwi, piękny zbiór piętnasto- i szesnastowiecznych ikon, wystawa rzemiosła. No i oczywiście było też robótkowo.

Piękny parawan w zakładzie fryzjerskim, haftowany w maki:

Zbliżenie maków:

Gazetka robótkowa z 1922 roku:

Piękne koronki klockowe:

Skansen obowiązkowo trzeba zaliczyć przyjeżdżając do Sanoka. Niestety, nie starczyło nam już czasu na zwiedzenie wystawy obrazów Beksińskiego na sanockim zamku, ale jest przynajmniej pretekst, żeby wrócić.

Nocowaliśmy w uzdrowiskowym Iwoniczu Zdroju, skąd wróciłam z kilogramowym zapasem soli do kąpieli. Tam też poznaliśmy niezwykłego kota, którego historię przeczytacie na kocurowo.blox.pl .

wtorek, 08 lipca 2008
Zakupowe szaleństwo

Odkąd powstały tzw. tanie książki, zwane w polonistycznym slangu "tanimi jatkami" moje półki na książki po prostu pękają w szwach. Dziś zajrzałam sobie do takiej księgarni w moim Bielsku i oto co nabyłam drogą kupna:

Korale i ceramika na razie mnie nie zainspirowały ale za to w książce dzianinkowej znalazłam takie cudo:

Jak zacznę teraz to może do zimy uda mi się opanować robienie rekawiczek z pięcioma palcami:P

Poza tym w siateczce znalazły się jeszcze:

Czeka mnie smakowita konsumpcja... A to wszystko za jedyne .... 93 złote:)))

Z tej radości poszłam jeszcze do pasmanterii i kupiłam jeszcze:

Na razie nie powiem co będę wyszywać. Powinnam skończyć to co zaczęłam, czyli kotki od Agagalas. Na razie mam jednego:

drugi zaczęty:

a mają być trzy.

Poza tym nie byłabym sobą gdybym przeszła obojętnie wobec gazetek robótkowych. Kupiłam Małą Dianę na szydełku:

Spodobał mi się jeden model:

I to by było na tyle. Teraz jeszcze tylko rozciągnąć dobę do 40 godzin i będzie ok.

środa, 02 lipca 2008
Sztuka użytkowa

Po raz pierwszy od kilku miesięcy wzięłam do ręki farby, pedzle i inne. A to dlatego, że po raz pierwszy mam wolne. Dwa tygodnie laby! Dom już cały posprzątany, jak u "Perfekcyjnej pani domu", zaległości w czytaniu w jakimś stopniu nadrobione, to się za decoupy wzięłam. I oto co wyszło:

Ten motyw kusił mnie już od dawna. Jest po prostu piekny. Zawsze bardzo podobaly mi się prace moich kursantek z tym motywem. Teraz sama mam coś takiego:)

I drugi drobiazg:

To przykład recyclingu - dozownik po mydełku, chyba "Luksja". Dostał nowe ubranko i jak tylko przejdzie przez fazę lakierowania, stanie w łazience:) Ma piękne delikatne spękania zrobione crackle sottile, czego niestety na focie wykonanej telefonem nie widać, ale się poprawię i zrobię dobre foty tylko muszę się dorwać do aparatu. Teraz muszę zrobić drugi do toalety;). Kandydata do przeróbki już mam.

poniedziałek, 30 czerwca 2008
Zakładeczka na lato

Co ma wspólnego futbol z robótkami? Na pierwszy rzut oka niewiele, a jednak... Podczas Euro 2008 aktywność forów robótkowych oraz blogów i galerii wzrasta. Panowie z pilotem w ręku a panie z szydełkiem czy igła. Taki obrazek spotyka się w wielu polskich domach. W moim też. Efektem wczorajszego finału (Viva Espania!!!) jest ten drobiazg - sylwetka afrykańskiej kobiety. Afrykanka awansuje na zakładkę do książki, jak tylko dotrę do papierniczego i nabędę drogą kupna brązowy bristol. Fotka jest straszna.

niedziela, 29 czerwca 2008
Przenosiny

Witam na nowych śmieciach:) Jak to mówią - wszędzie dobrze ale na bloxie najlepiej:) Poważnie - miałam po prostu za mało cierpliwości do bloggera, się wkurzyłam i przeniosłam. Mam nadzieję że tu będzie już ok. 
Powoli będę uzupełniać zakładki i inne. Zapraszam do  poczytania o moich robótkach, kotach i po trochu o wszystkim.

Justa - nastja - adacytryna


1 , 2