niedziela, 20 lipca 2008
Podróże małe i duże:)

Byliśmy z TŻ przez dwa dni w Bieszczadach. Trochę biznesowo, trochę prywatnie. Pogoda co prawda nie dopisała, ale postanowiliśmy się tym nie przejmować. Zaliczyliśmy Solinę, Polańczyk, Lesko i Sanok a w Sanoku obowiązkowo skansen. Ponoć największy w Polsce - 38 ha powierzchni, 100 obiektów budownictwa ludowego, zachowane wnętrza chat, cerkwi, piękny zbiór piętnasto- i szesnastowiecznych ikon, wystawa rzemiosła. No i oczywiście było też robótkowo.

Piękny parawan w zakładzie fryzjerskim, haftowany w maki:

Zbliżenie maków:

Gazetka robótkowa z 1922 roku:

Piękne koronki klockowe:

Skansen obowiązkowo trzeba zaliczyć przyjeżdżając do Sanoka. Niestety, nie starczyło nam już czasu na zwiedzenie wystawy obrazów Beksińskiego na sanockim zamku, ale jest przynajmniej pretekst, żeby wrócić.

Nocowaliśmy w uzdrowiskowym Iwoniczu Zdroju, skąd wróciłam z kilogramowym zapasem soli do kąpieli. Tam też poznaliśmy niezwykłego kota, którego historię przeczytacie na kocurowo.blox.pl .

wtorek, 08 lipca 2008
Zakupowe szaleństwo

Odkąd powstały tzw. tanie książki, zwane w polonistycznym slangu "tanimi jatkami" moje półki na książki po prostu pękają w szwach. Dziś zajrzałam sobie do takiej księgarni w moim Bielsku i oto co nabyłam drogą kupna:

Korale i ceramika na razie mnie nie zainspirowały ale za to w książce dzianinkowej znalazłam takie cudo:

Jak zacznę teraz to może do zimy uda mi się opanować robienie rekawiczek z pięcioma palcami:P

Poza tym w siateczce znalazły się jeszcze:

Czeka mnie smakowita konsumpcja... A to wszystko za jedyne .... 93 złote:)))

Z tej radości poszłam jeszcze do pasmanterii i kupiłam jeszcze:

Na razie nie powiem co będę wyszywać. Powinnam skończyć to co zaczęłam, czyli kotki od Agagalas. Na razie mam jednego:

drugi zaczęty:

a mają być trzy.

Poza tym nie byłabym sobą gdybym przeszła obojętnie wobec gazetek robótkowych. Kupiłam Małą Dianę na szydełku:

Spodobał mi się jeden model:

I to by było na tyle. Teraz jeszcze tylko rozciągnąć dobę do 40 godzin i będzie ok.

środa, 02 lipca 2008
Sztuka użytkowa

Po raz pierwszy od kilku miesięcy wzięłam do ręki farby, pedzle i inne. A to dlatego, że po raz pierwszy mam wolne. Dwa tygodnie laby! Dom już cały posprzątany, jak u "Perfekcyjnej pani domu", zaległości w czytaniu w jakimś stopniu nadrobione, to się za decoupy wzięłam. I oto co wyszło:

Ten motyw kusił mnie już od dawna. Jest po prostu piekny. Zawsze bardzo podobaly mi się prace moich kursantek z tym motywem. Teraz sama mam coś takiego:)

I drugi drobiazg:

To przykład recyclingu - dozownik po mydełku, chyba "Luksja". Dostał nowe ubranko i jak tylko przejdzie przez fazę lakierowania, stanie w łazience:) Ma piękne delikatne spękania zrobione crackle sottile, czego niestety na focie wykonanej telefonem nie widać, ale się poprawię i zrobię dobre foty tylko muszę się dorwać do aparatu. Teraz muszę zrobić drugi do toalety;). Kandydata do przeróbki już mam.