|
Archiwum
Zakładki:
Podczytuję
Wzory i schematy
Zaglądam
|
piątek, 27 lutego 2009
Muflonki
...czyli muffinki. Wczoraj rozdziewiczyłam moje foremki i popełniłam muffinki jagodowe z przepisu edysi79 . Cytuję: Składniki A potem tylko jeść i marzyć o lecie...
Mówię wam, pyszne! Deklaruję moją bezwarunkową miłość do muflonek - jak je nazwał mój TŻ i obiecuję więcej:)
poniedziałek, 23 lutego 2009
Nawrót uzależnienia
Ostatni rok przyniósł wiele zmian w moim życiu zawodowym. Zamieniłam pracę za biurkiem na pracę "w terenie" i to jeszcze pracę-pasję. Od roku prowadzę kursy decoupage i tworzenia biżuterii. Plusy są takie, że robię to co lubię i co sprawia mi ogromną satysfakcję. Ale są i minusy - to są długie nieobecności w domu i przesyt. Tworzenie nie dawało mi takiej radości jak kiedyś. Teraz w firmie mały przestój i dwa miesiące "wolnego". Mój umysł odpoczął, zresetowałam się. No i niejako naturalnie powróciłam do dekupażowania:) Stało się to tydzień temu. Cały kuchenny parapet (a mam kuchnię z dwóch połączonych pokoi i parapet szerokości 60 cm) zastawiony jest pracami w rożnym stadium wykończenia - od surowych, przez zagruntowane/pomalowane poprzez wpół gotowe i lakierowane. Pokażę kilka rzeczy, które są mniej więcej już skończone. Czarno-granatowy talerz ze złotymi spękaniami crackle medium Stamperii:
Komódka pobejcowana i oklejona papierem do oklejania:
Listownik z delikatniutkim crackle jednoskładnikowym i serwetką ryżową:
Próba wykonania napisu metodą odbijanego tuszu z drukarki. Cieniowania jednokolorowe - potrzebuje jeszcze wiele warstw lakieru. Zrobiłam na samospełniającą się przepowiednię - dla siebie:)
Lustereczko z serwetką ryżową, cieniowania wielokolorowe i Laccatticante - lakier postarzający przyciemniający (wydziela dość specyficzny zapach do kilku tygodni od wyschnięcia):
Ikona - próba ze złotą folią i ww lakierem:
A na koniec stan obecny części parapetu z Jego Wysokością Kotem pośrodku: Na razie tyle z frontu robót. Idę wykańczać. Siebie albo dekupaże. Ciao!
piątek, 13 lutego 2009
Stało się
A więc jestem o rok starsza. Wczoraj się stało. Nie udało mi się wczoraj więc dzisiaj zapraszam na urodzinowy torcik:
Z okazji urodzin zrobiłam sobie prezent. Podwójny, a nawet potrójny. Nabyłam drogą kupna na allegro płytę "Świat według Nohavicy" (polscy artyści śpiewają piosenki czeskiego barda) a potem jeszcze jego płytę z ub. roku "Ikar". Słucham non stop - to jest muzyka która uzależnia, wkręca, wciąga. Otula mięciutko i pozwala wyciszyć się, refleksyjna i łagodna a czasem i "duszoszczypatielna". Jeśli ktoś choć trochę zna czeski to na pewno będzie pod wrażeniem tekstów Pana Jarka. Moje pierwsze spotkanie z tą muzyką miało miejsce wieki temu, w akademiku, na pierwszym roku studiów kiedy to moją współlokatorką była Ninka z Zaolzia i przywiozła kasetę (!) Nohavicy. Słuchaliśmy tej kasety na staaareńkim magnetofonie marki Wilga i byliśmy zaczarowani światem Nohavicy. Dziś mam kilka płyt i sporo empetrójek i słucham na "wypasionym" Denonie ale zaczarowana jestem tak samo. Zaintrygowanych odsyłam na ofcicjalną stronę www.nohavica.cz - jest też po polsku;). Można poczytać, posłuchać i pooglądać. Zainteresowanych natomiast informuję, że Jaromir Nohavica zagrał w filmie Petera Zelenki "Rok diabła" samego siebie. Film to realizm magiczny po czesku.
niedziela, 08 lutego 2009
Kryzys?
Ze znakiem zapytania bo coś mi się tak wydaje że kryzys kryzysem a nastroje społeczne mają się całkiem nieźle. Bo jak wytłumaczyć fakt, że w naszym prowincjonalnym mieście nie ma możliwości dostać biletów do kina w niedzielne popołudnie? Stałam piętnaście minut w kolejce do kasy żeby usłyszeć: "Nie ma! Następny proszę!". Kino to proszę państwa nie żadne studyjne ale jako żywo Kinoplex. Się więc naród nie przejmuje i pasa nie zaciska - chyba że taki ukulturalniony że na szynkę poskąpi, bananów nie kupi ale za to na kurturalną rozrywkie mieć musi. No nie wiem. W każdym razie wróciłam do domu z niczym. No mprawie z niczym. W księgarni nabyłam drogą kupna książkę Roberta Makłowicza "Czy wierzyć platynowym blondynkom?".
Już nadgryzłam. Powiem tylko, że śmiałam się w głos. W ramach poprawiania humoru nastawiłam też chlebową maszynę i teraz pachnie mi w całym mieszkaniu chlebem ze słonecznikiem:) Robótkowo zastój bo znów mnie tydzień nie było a potem dwa dni dochodziłam do siebie. Już czas powoli brać się za wiosenne robótki a u mnie jeszcze zima na tapecie...
czwartek, 22 stycznia 2009
Perfekcyjna pani domu
Jako że mam teraz trochę wolnego - takie ferie zimowe:P - postanowiłam zrobić porządki w szafach i przy okazji uporządkować swoje włóczkowe zasoby. Nie za bardzo miałam pomysł na ich popakowanie, ale wymyśliłam - doznałam olśnienia przy sprzątaniu szuflad. Otóż od jakiegoś czasu koty moje są na specjalnej diecie - wcinają karmę weterynaryjną Royal Canin. Wet sprzedaje nam opakowania promocyjne - dwa w cenie jednego i one są opakowane w takie duże plastikowe przezroczyste "kosmetyczki". Mocne i zamykane na zamek błyskawiczny. Szkoda mi ich było wyrzucać więc wszystkie zostawiałam. Teraz były jak znalazł. Zresztą sami zobaczcie:
Kotu też się spodobało:
Mówiłam, koty i robótki jak najbardziej do siebie pasują.
czwartek, 15 stycznia 2009
Czerwona pokusa
Zostałam sama w domu. Z laptopem TŻ. No to sobie po sieci pobuszowałam, blogi poczytałam i oczywiście znalazłam kolejną rzecz którą muszę koniecznie zrobić. Czerwony sweter z niemieckiej stronki Fuer Sie: Opis już mam, tylko po niemiecku, więc czeka mnie tłumaczenie zanim się za robótkę zabiorę. I jak znam życie to najpierw się z tym namęczę a potem opis zostawię a sama zrobię wszystko po swojemu:) Z frontu robótkowego: skończyłam robić sweter z ciemnozielonej Beyzy Himalaya, zostało pozszywać ale jakoś nie mam na to natchnienia... Zdjęć niet bo w tym laptopie blutootha niet a u mnie fotki w telefonie.
środa, 07 stycznia 2009
No i to by było na tyle
Tak bardzo się starałam... Ale w godzinę po ostatnim wpisie mój laptop padł. Naprawa - czternaście dni roboczych. Raczej nie ma co liczyć na wcześniejszą reakcję. Teraz korzystam gościnnie więc na razie tyle - pozdrawiam i do napisania.
niedziela, 04 stycznia 2009
Noworoczne postanowienie
Witam noworocznie. Z mocnym postanowieniem poprawy - zaglądać na bloga regularnie i zamieszczać wpisy minimum raz w tygodniu. To, że mnie tak długo, nie było to efektem tego, że nic się u mnie nie działo, a wręcz przeciwnie. Działo się zbyt wiele. Ale postanawiam się poprawić i jako "wkupne" zamieszczam mały kursik decoupage'u z zastosowaniem crackle dwuskładnikowego firmy Heritage. Kuchenny zegar 1. Do wykonania zegara potrzebujemy farb akrylowych w kolorach zieleni szałwiowej, ochry, brązu i kremowym, kleju do decoupage i crackle dwuskładnikowy, porporinę, serwetkę z kuchennym wzorem, szablon i oczywiście tarczę zegarową:
2. Tarczę malujemy farbą akrylową w kolorze kremowym. Ja używam do tego zwykłej gąbki do mycia naczyń:
3. Kiedy farba wysycha, wydzieramy i rozwarstwiamy motyw z serwetki:
4. Na zegarze malujemy smugi w kolorach zieleni i brązu, przecierając prawie suchym pędzlem, nabierając minimalne ilości farby:
5. Teraz czas na szablon. Przed malowaniem szablon dobrze jest spryskać specjalnym klejem montażowym, aby nam sie nie przesunął w trakcie malowania. Tapujemy szablon małym pędzlem gąbkowym, używając niewielkiej ilości farby w kolorze ochry:
6. Teraz środek tarczy lekko przecieramy jasną farbą, aby motywy z szablonu nie przebijał nam przez motyw z serwetki:
7. Wykańczamy brzeg tarczy farbą w kolorze ochry:
8. Po wyschnięciu farb przyklejamy motyw z serwetki, używając niewielkiej ilości kleju, aby serwetka się nie pomarszczyła. Zabezpieczamy też motyw z wierzchu. Następnie nakładamy warstwę bazową crackle dwuskładnikowego. Kiedy wyschnie, nakładamy drugi składnik:
9. Po wyschnięciu crakle w spękania wcieramy porporinę. Polerujemy aż usuniemy jej nadmiar. Gotowa tarcza wymaga już tylko lakierowania. Do tego celu używamy werniksu na bazie alkoholu (nigdy na bazie wody!):
10. A tak wygląda gotowy zegar do kuchni:
niedziela, 05 października 2008
Z miłości do jabłek
Na ten moment czekam długie miesiące - chociaż jabłka można dziś dostać o każdej porze roku, jesienią smakują inaczej. Najlepiej. I najlepiej też smakuje wtedy jabłecznik pod pierzynką. Ciasto dość szybkie, łatwe i przyjemne. Moje ulubione jeśli chodzi o jabłka - zdetronizowało będącego na topie przez długie lata pleśniaka. Dziś przed południem upiekłam, bo mieli wpaśc znajomi. Plany jednak się nam zmieniły, ale jabłecznik pozostał. Ciekawe na jak długo...
Przepis: Ciasto: 20 dag masła 3 jaja 10 dag rodzynków czubata szklanka cukru pudru 4 łyżki mleka półtorej szklanki mąki 2 łyżki mąki ziemniaczanej 2 łyżeczki proszku do pieczenia cukier waniliowy Ponadto: 1,5 kg kwaskowatych jabłek sok z połówki cytryny pół łyżeczki cynamonu szczypta sproszkowanych goździków (niekoniecznie) garść płatków migdałowych do posypania Wykonanie: Rodzynki namoczyć. Jabłka obrać, poszatkować, skropić sokiem z cytryny aby nie ściemniały. Masło utrzeć z połową porcji cukru, dodawać po kolei żółtka, potem cukier waniliowy, mleko i obie mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia. Ciasto rozłożyć na natłuszczonej blasze (jest dość gęste, więc ja robię to drewnianą łopatką), wyłożyć na nie jabłka, posypać cynamonem i rodzynkami. Podpiec 25 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. Z trzech białek ubić pianę, na koniec ubijania dodawać do niej stopniowo pozostały cukier puder. Rozsmarować na cieście, posypać płatkami migdałowymi. Obniżyć temperaturę do 160 stopni i piec jeszcze ok 20 minut, uważając aby nie spalić migdałowej posypki i pianki! Najlepiej smakuje ciepły, w towarzystwie dobrej herbaty.
środa, 01 października 2008
Przypomniałam sobie...
...jak fajne może być robienie biżuterii. Wczoraj wieczorem w ramach relaksu otworzyłam moje pudełeczko ze skarbami i wykonałam sobie kilka par. Fakt faktem, że od miesięcy gromadziłam materiały, które nie były przerabiane. Na początek "indiańskie", lampworki w jesiennych kolorach:
Kolejne to słodziutkie kwarce różane - "lizaczki":
A na koniec - moje ulubione - z kwarcu drzewnego, z angielskimi biglami:
|